Mimi Vitkova: System ochrony zdrowia jest w stanie agonii; wydatki pacjentów należą do najwyższych w Europie
Nowy wymóg, aby prywatne szpitale prowadziły zamówienia publiczne przy zakupie leków, jest krokiem w dobrym kierunku, ale przyszło on za późno. Podkreśliła to dr Mimi Vitkova, była minister zdrowia, komentując zmiany w sektorze.
Według ekspertki podobne środki są zalecane przez Komisję Europejską w celu wyrównania szans między państwowymi a prywatnymi placówkami leczniczymi. Dodaje jednak, że proces ten powinien być szerszy i obejmować nie tylko leki, ale także cały sprzęt i aparaturę medyczną finansowaną ze środków publicznych.
Jednym z najpoważniejszych problemów, na które wskazuje Vitkova, jest brak skutecznej kontroli nad cenami wyrobów medycznych. Podkreśla ona absurdalne różnice w kosztach tych samych materiałów eksploatacyjnych w różnych szpitalach – na przykład ta sama rama może kosztować 2000 lewów w jednej placówce i 5000 lewów w drugiej, mimo że jakość i producent są identyczni.
Podczas gdy w przypadku leków istnieją mechanizmy regulacyjne, w przypadku implantów i materiałów eksploatacyjnych kontrola praktycznie nie istnieje. Prowadzi to do ogromnych dopłat ze strony obywateli. „Nigdzie w Europie dopłaty ze strony pacjentów nie są tak wysokie. U nas sięgają one około 40% wszystkich wydatków na ochronę zdrowia” – stwierdziła dr Vitkova, przytaczając przykłady kwot sięgających dziesiątek tysięcy lewów za indywidualne procedury.
Krytyka byłej minister jest skierowana również przeciwko strukturalnej nieefektywności systemu. Zauważa ona, że choć liczba szpitali w Bułgarii znacznie wzrosła z 144 w 1997 roku do ponad 340 obecnie, nie przełożyło się to na poprawę wskaźników zdrowotnych. Wręcz przeciwnie, system stymuluje nadmierną hospitalizację, ponieważ przychody placówek leczniczych zależą bezpośrednio od liczby przyjętych pacjentów.
W kwestii kadr dr Vitkova uważa, że problemem nie jest absolutna liczba lekarzy, lecz ich nierównomierny rozkład. Podczas gdy duże miasta są nasycone, całe regiony pozostają bez dostępu do kluczowych specjalistów, przy czym szczególnie dotkliwy niedobór obserwuje się wśród pielęgniarek, patomorfologów i pediatrów.


Komentarze (0)